Home
images/Files/Aktualnosci/zwierzoluby/Konkurs_-_plakat_baner.jpg

Dziennik

Wolontariat

top wolontariat

Absolwenci

top absolwenci

Teatr na Widoku

KKI 2018/2019

IV Liceum Ogólnokształcące im. Ignacego Jana Paderewskiego powstało zaledwie 25 lat temu i nie ma tak bogatej historii i tradycji jak inne kaliskie licea. Ciągle jednak na swoją opinię pracuje. Szkołę tę tworzą przede wszystkim cudowni ludzie i to oni są ogromnym powodem do dumy. Każdy z pracowników szkoły, a są to niewątpliwie jednostki oryginalne, ma ogromny wpływ na jej atmosferę. 

 

OLA I ASIA STASZEWSKIE

Ola: Z większości lekcji pewnie nie pamiętam już zbyt wiele, ale pamiętam osobowości, odczucia… wielogodzinne wykłady p. Piotrowskiego, dotyczące głównie tego, czego robić nie powinniśmy, a co już miało miejsce. Pamiętam notowanie tekstów z Dominikiem - kolegą z ławki, tłok na korytarzach, ciemność i senną atmosferę na informatyce bladym świtem, równie blady strach przed fizyką, Jasiów i Marysie na historii, bandażowanie, maski i fantomy na PO…
Asia: Ja wyniosłam z lekcji trochę więcej niż Ola (pewnie dlatego, że niedawno skończyłam szkołę), jednak to głównie zdarzenia z nauczycielami w roli głównej i emocje pamiętać będę zawsze. Zauważyłam, że wszyscy, również Ci, którzy mnie nie uczyli, bardzo  angażują się w swoją pracę. Przekazali mi nie tylko wiedzę typowo teoretyczną, ale ukształtowali również mój charakter. Ciągle widzę ich serdeczność i uśmiech. Ta szkoła to również „Teatr na Widoku”, który pomógł mi przełamać pewne bariery nieśmiałości. Wiele godzin prób i wspaniali ludzie zostaną w moim sercu. Ola i Asia: Gdybyśmy mogły wrócić do lat szkoły średniej, wybór byłby zawsze ten sam.

Rodzice zawsze byli dumni z naszego wyboru, znali tę szkołę z naszych opowieści, ale również ich kontakt z nauczycielami był bardzo dobry. Wiedzieli, że czujemy się tam świetnie.

Wszystkim naszym towarzyszom i sprawcom szkolnych niedoli dziękujemy! Za to, czego się nauczyłyśmy, i za to, że tak mile spędziłyśmy te trzy lata. Cieszymy się, że mogłyśmy tworzyć historię tej szkoły.

                                                                  Aleksandra i Joanna oraz

                                                             Alicja i Zbigniew Staszewscy

                                                                 (absolwentki i ich rodzice)



 


MAREK, ANIA I KAROLINA PIETRZAKOWIE

  Można powiedzieć, że nauka w IV LO to nasza tradycja rodzinna. Pierwszy był Marek. Wybrał tę szkołę, bo szukał informatyki na wysokim poziomie. Słyszał dużo dobrego o panu Wojciechu Kosie i Kaliskim Konkursie Informatycznym, który jest organizowany przez szkołę. I nie zawiódł się. Wybór szkoły okazał się trafny. Marek chwalił punktowy system oceniania. Uważał, że jest on bardzo sprawiedliwy. Poza tym, gdy poważnie zachorował, szkoła zachowała się cudownie. Pozdrawiamy szczególnie jego wychowawczynię, panią Emilię Naderę. Marek kończy w tym roku studia inżynierskie na kierunku Mechanika i Budowa Maszyn.

   Następna była Ania, jedyna humanistka z naszej trójki. W Paderewskim spotkała wspaniałych ludzi. Ta szkoła pozwoliła jej się rozwinąć. Otrzymała nawet Stypendium Prezesa Rady Ministrów, była najlepszą uczennicą w liceum. Obecnie rozpoczyna studia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Bardzo ciepło wspomina klasę, nauczycieli i wychowawczynię, panią Renatę Jarentowską.

  W tym roku naukę w IV LO rozpoczęła Karolina, kolejny ścisły umysł. Nie słuchała głosów odradzających jej tę szkołę. Dzięki rodzeństwu zdecydowała, że Paderewski to najlepszy wybór. Wszystko dopiero przed nią.

  Z okazji dwudziestolecia szkoły życzymy wielu wspaniałych lat, wychowanków podobnych do nas i samych sukcesów. Pozdrawiamy grono pedagogiczne na czele z panią dyrektor Izabelą Kotkowską.



RENATA CICHARSKA

   Kiedy przed laty dowiedziałam się, że w Kaliszu powstaje kolejne, czwarte liceum ogólnokształcące, którego siedzibą ma być budynek dawnej szkoły podstawowej, to ten projekt wydał mi się mocno kontrowersyjny. Byłam absolwentką innego kaliskiego liceum, gdzie wcześniej uczyła się także moja mama, i nawet przez myśl by mi nie przeszło, że za parę lat – wbrew rodzinnej tradycji - właśnie w tym nowym liceum szukać będzie dla siebie miejsca moja starsza córka Joasia, a później młodsza Alicja. Ba, gdyby ktoś podsunął mi wówczas taką ewentualność, znalazłabym wiele argumentów, by ją storpedować.                

  Dobrze pamiętam ten moment, gdy podtrzymywanie tradycji nagle przestało mieć dla mnie wielkie znaczenie. Tamtego dnia Joasia z Zapałem przekonywała, że IV LO  ma opinię szkoły  przyjaznej uczniom , że  oczywiście czeka ją dużo nauki, bo ogólniak to nie przelewki, ale jednak  zdecydowanie łatwiej będzie wszystkiemu sprostać, kiedy w profesorze ma się przewodnik i wyrozumiałego ,,szefa' niż tylko bezwzględnego.


  Dzisiaj, jako matka dwóch absolwentek IV Liceum Ogólnokształcącego im Ignacego Jana Paderewskiego w Kaliszu, mam pewność, że jest to szkoła przyjazna także rodzicom. O ileż łatwiej przejść przez trudny okres dorastania własnych dzieci, przez jeden z najważniejszych dla nich etapów edukacji, decydujący o przyszłości, kiedy w gabinecie dyrektora czy na szkolnej wywiadówce za partnerów ma się osoby obdarzone empatią, które tak modelują relacje nauczyciel – uczeń – rodzic, by nie umniejszać koniecznej szkole powagi, ale jednocześnie nie budować nadmiernego dystansu.



ALICJA CICHARSKA

    Nie miałam kłopotu z wyborem szkoły średniej. Wiedziałam, że to będzie IV Liceum Ogólnokształcące. Pierwszy miesiąc nauki nie należały do tych, które wspominam najlepiej. Jak każdy pierwszak byłam trochę niepewna i zagubiona. Początki są trudne – nowa klasa, nauczyciele i … codzienne dojeżdżanie do szkoły autobusem PKS. Wybrałam klasę o profilu  biologiczno–chemicznym, ale po roku uświadomiłam sobie, że bardzo  rozminęłam się z moimi prawdziwymi zainteresowaniami.  Przy tej okazji wielkie podziękowania dla Pani Profesor Katarzyny Kozieł , mojej pierwszej wychowawczyni i nauczycielki chemii oraz Pani Profesor Violetty  Olejnik, nauczycielki biologii za cierpliwość i wyrozumiałość.

  Zmiana profilu na humanistyczny w drugiej klasie, choć ryzykowna i trudna, okazała się być moją najlepszą decyzją. Wreszcie poczułam, że znalazłam swoje miejsce.  Kiedy wspominam język polski z Panią Renatą Jarentowską, a później z Panią Joanną Montelatic, czy  niemiecki z Panią Profesor Kamilą Morek – Herman to sama  do siebie się uśmiecham, bo to były moje ulubione lekcje – prowadzone z entuzjazmem, po prostu wyjątkowe. Ale też łatwo uczyć się  i skupiać całą uwagę na tym, czym jesteśmy zainteresowani, gorzej, gdy trzeba wykrzesać w sobie równy zapał do matematyki, by zdać maturę. Ale zdałyśmy – ja i moja Pani Profesor Grażyna Sakowicz – Garsztka!

  Z moją szkołą, klasą, nauczycielami oraz  Panią Dyrektor Izabelą Kotkowską, wiążę wiele ciepłych i dobrych wspomnień. IV Liceum Ogólnokształcące im. Ignacego Jana Paderewskiego  miało swój niepowtarzalny klimat i gdybym wybierała jeszcze raz, znów poszłabym z gimnazjalnym świadectwem na ulicę Widok 96 a.


JOANNA CICHARSKA
 
  Śmiało mogę powiedzieć, że IV Liceum Ogólnokształcące to miejsce,  które sprzyja dorastaniu. A miejsca tworzą ludzie. Nieprzypadkowo te kilkanaście lat temu IVLO liceum nierzadko wybierali kaliscy młodzi gniewni. Tacy, którym w żyłach krew płynęła wartko i którzy mieli nadzieję, że właśnie w tym miejscu ich pasje, żar, bunt zostaną  przyjęte, że ktoś dostrzeże w tym wartość.

   Tą energią pulsowały korytarze kaliskiego liceum, choć nie myślę tu wcale o miejscu, w którym przymyka się oczy na młodzieńcze swawole. Rzecz raczej w tym, że potencjał młodych ludzi mógł być zauważony przez zaangażowanych i uwrażliwionych  na  nasze sprawy nauczycieli oraz wychowawców. W czwartym liceum nie doświadczyłam skostniałych form i, mówiąc po gombrowiczowsku, nie spotkałam w nim kadry, której ambicją byłoby upupianie i niezgoda na Sturm und Drang. Receptywność, uwaga skierowana na tzw. jednostkowe przypadki niejednemu z nas  pozwoliła w konstruktywny  sposób wykorzystać  osobiste predyspozycje Taki był też mój przypadek. W drugiej klasie liceum podjęłam decyzję, że chciałabym studiować filologię szwedzką.

  Wówczas po roku nauki języka niemieckiego z dużą dozą nieśmiałości wybrałam klasę z rozszerzonym programem tego języka. Pani Izabela Kotkowska pomogła mi uwierzyć, że jeśli zaangażuję wszystkie swoje moce w naukę, to z jej merytoryczną pomocą będę w stanie dostać się na ten maleńki, stąd dość elitarny, wydział. Myślę, że nie udałoby mi się osiągnąć celu, gdyby nie pomoc i niezwykłe, bo osobiste zaangażowanie, pani Dyrektor. Nie popełniłabym peanu na cześć  pani Izabeli Kotkowskiej, gdyby nie ogromna wdzięczność  za jej wiarę w projekty, choć trudne to jednak - jak się okazało - wcale nie niemożliwe.

  Za tę inspirację dziękuję IV Liceum. 


MARTA I MARCIN SZYMONIAKOWIE                                                                             

  Gdyby ktoś zapytał mnie o najbardziej przełomowy moment w moim życiu, wymieniłabym dzień, w którym zostałam przyjęta do IV LO. Wszystko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, który zawdzięczam panu dyrektorowi Zdzisławowi Niewiadomskiemu. Ponieważ złożyłam dokumenty po wyznaczonym terminie, ówczesna wicedyrektor, pani Śliwa, negatywnie rozpatrzyła moje podanie. Z odsieczą przybył pan dyrektor… Słysząc naszą rozmowę, spojrzał na świadectwo i powiedział: „Marto, witamy w murach IV LO”.

  IV LO zawsze będzie kojarzyć nam się z miejscem, gdzie po raz pierwszy w życiu nawiązaliśmy szczerą, autentyczną przyjaźń, która z upływem czasu przerodziła się w głębokie uczucie. Można śmiało powiedzieć, że poznaliśmy się dzięki panu Włodzimierzowi Garsztce. Dzięki tej nietuzinkowej postaci nie tylko czekaliśmy na kolejne lekcje polskiego, aby wsłuchać się w głos naszego mentora. Najważniejsze były dla nas sobotnie spotkania „Teatru na Widoku”. Pan Garsztka potrafił zarazić miłością do teatru. Pokazywał nam jego inne, alternatywne oblicze. To zaprocentowało na moich późniejszych studiach polonistycznych w Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedy na jednym z konserwatoriów profesor pytał o Teatr Gardzienice, czy Teatr Ósmego Dnia, na sali zapadała głucha cisza. Wtedy mogłam pochwalić się wiedzą wyniesioną z liceum i tym samym wspomnieć postać pana Garsztki.

  A jak się poznaliśmy? W październiku 2003 roku, z inicjatywy pana Włodzimierza i Grażyny Garsztków dwie klasy (Id i IIa) pojechały do Poznania na przedstawienie Teatru Ósmego Dnia pt. Portiernia. Tuż przed rozpoczęciem spektaklu, robiłam z koleżankami pamiątkowe zdjęcia. Sesję przerwał nam „pokręcony” nieznajomy ze starszej klasy. Nie pytając o zgodę, przyłączył się do nas. Dalej wydarzenia potoczyły się same… Tak poznałam mojego przyszłego męża Marcina!

  Nieznajomy okazał się wielbicielem teatru, wielkim pasjonatem historii, sztuki i literatury…

IV LO pomogło rozwinąć mi swoje zainteresowania. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o śp. panu Radosławie Zimnym, który przygotowywał mnie do Olimpiady Historycznej. Zostałem wówczas laureatem etapu wojewódzkiego tej olimpiady. Niejednokrotnie nauczyciele przymykali oko na moje nieobecności w okresach, kiedy przygotowywałem się do ogólnopolskich konkursów. Dzięki pani Kasi Fijołek udało mi się dostać do centralnego etapu Olimpiady Artystycznej. Muszę przyznać, że olimpiada ta w drugiej klasie oraz pierwsze moje spektakle z Teatrem na Widoku (przede wszystkim Dies irae) okazały się punktem zwrotnym w moim życiu. Wtedy rozwijałem swoją wrażliwość na sztukę i historię, co pozwoliło mi odważnie iść przez życie. Zarówno pan Radek Zimny, pan Marek Kozłowski, pan Włodek Garsztka, pani Kasia Fijołek, pani Grażyna Sakowicz-Garsztka to ambitni i cierpliwi nauczyciele, którzy pomogli nam obojgu podążać własną ścieżką rozwoju.

  Wyszliśmy z tej szkoły jako ludzie świadomi swoich celów. Ósmego sierpnia 2009 roku pobraliśmy się, a od dziesięciu miesięcy jesteśmy szczęśliwymi rodzicami małej Julii.

Wspólnie prowadzimy biuro usług przewodnickich o wymownej nazwie „Szalony przewodnik” po Krakowie… Swoją pracę połączyliśmy z pasją do historii i historii sztuki. Marta jest koordynatorką wycieczek, zorganizuje w Krakowie każdy wyjazd i dopilnuje, aby był udany! Mnie najczęściej można spotkać i usłyszeć na krakowskim rynku! Dlaczego Szalony? Przekonajcie się sami! Zapraszamy na wspólne zwiedzanie Krakowa!  

Nasza szkoła

Szkoła latem

Nasza szkoła w obiektywie

Wydarzenia

Teatr na Widoku

Wydarzenia w naszej szkole

Jednorazowe i cykliczne
Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok